08
sty-2018

Australijska przygoda 1

_DSC2867

SĄ TAKIE HISTORIE, W KTÓRE SAMI BYŚMY NIE UWIERZYLI…GDYBY NAS TO NIE SPOTKAŁO. ZDARZYŁO SIĘ TO NAM W DRODZE NA CAPE YORK W 2015R. (TEJ, KTÓRA SKOŃCZYŁA SIĘ ZARĘCZYNAMI).  OTÓŻ JEDNA Z BLISKICH NAM OSÓB POSKARŻYŁA SIĘ, ŻE OPOWIEDZIAŁA TĘ HISTORIĘ SWOIM ZNAJOMYM I… NIKT NIE UWIERZYŁ. ZATEM, DLA CIEBIE. DOWÓD NA TO, ŻE TAKIE RZECZY SIĘ DZIEJĄ.

Jedziemy kolejny dzień naszą wyboistą, niekończąca się czerwoną trasą do najdalej wysuniętego na północ punktu w Australii, Cape York. Być może jest kilometr 2384 lub 4976. Nie mam pojęcia. Zaczyna się ściemniać, co na outbacku oznacza tyle, że będzie czarno jak wiecie gdzie. Nasza stara dzielna Toytka zasuwa prosto do jedynego noclegu w promieniu kilku godzin. Jedziemy myśląc już tylko o miłym spaniu. I mijamy jego.

Boso. Pamiętam te dżinsy porozdzierane i zachodzące za stopy, bo trochę za długie. Deptał po nich i robiły się z nich niby japonki. Twarz hardego faceta po 30-tce. Kiedyś golona, dziś zajęta poirytowaniem pomieszanym z jakąś łagodnością. Ubranie? Okurzone do granic możliwości. Cały czerwonym pyłem zakryty.  I ten kapelusz. No i pies. Tak go minęliśmy. Szybko jednak okazało się, że oboje chcemy wrócić i zapytać co się stało i jak mu pomóc. W końcu wymiana samemu koła w ciężarówce transportującej bydło, gdy czujesz nadchodzący mrok na outbacku, to średnia sprawa. Wracamy.

_DSC2437

Na outbacku królują: słońce, ciężarówki i termity.

On, nazwijmy go Kowbojem, zdziwił się. I ucieszył. Okazało się, że nie wiezie bydła, ale konie. Konie są potrzebne na jutro rano gdzieś heeen daleko i będą transportowane helikopterem, żeby potem zaganiać bydło gdzieś pośrodku Australii (no pewnie, przecież wiedzieliśmy).  Więc troszkę mu się spieszy. No na dodatek ten, no Jay się nawet nie zatrzymał – minął go. A to jest Emma, najlepszy pies pasterski na świecie (później, jak się dowiemy, połowa psów pasterskich w Australii ma na imię Emma). I jeszcze jedno – nie pękła mu jedna opona, ale trzy. Już zabierał się za ostatnią z nich.

No to co? Do roboty! Panowie się uwijają a ja próbuję dogadać się z Emmą, która doskonale odnajduje się na outbacku. Chodzimy dookoła i zastanawiam się co teraz zrobimy, bo już się ściemnia, a do noclegu wciąż daleko. Spać tutaj? Na drodze? Słaba opcja.

Panowie kończą robotę i Kowboj zadaje mi najdziwniejsze (wtedy) pytanie na świecie: Masz kawałek papieru?

Hm, no mam…

Podaję mu mój notes podróżny (ten od Mamy, który dostałam przed wyjazdem z Polski). Kowboj bazgroli coś, widać, że dawno nie miał długopisu w ręce. Wszystko usmarowane od zapracowanych rąk i czerwonego pyłu. Potem nam tłumaczy – on doskonale wie, że tu nie ma gdzie spać i że zaraz się ściemni zupełnie. Jemu się bardzo spieszy, bo helikopter zamówiony na rano. Ale… ale jest tu takie ranczo całkiem niedaleko i tam mieszka Scott. Mamy jechać do Scotta (instrukcja: około godziny prosto, potem będzie odnoga w lewo, potem jeszcze jakiś czas i wtedy powinniśmy zobaczyć pierwsze światło rancza. Bardzo prosto tam dojechać). Acha, jasne.

notes

Oto i magiczny notes z wpisem od Kowboja… Dokąd nas zaprowadził?

Kowboj bardzo dziękuje, złorzeczy na Jay’a co się nie zatrzymał, Emma ostatni raz się łasi i jazda – każdy w swoją stronę. No to jedziemy.

I gubimy się po drodze (oczywiście).

——–

Ciąg dalszy w kolejnym wpisie :)

_DSC2843

2

 likes / 0 Komentarze
Lubisz? To polub!

Ciekawe? Skomentuj!


Kliknij na postaci, aby przewinąć

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec