17
paź-2015
DSC_1121

Zwą go Bundy (nie, nie Al) i mówią, że jest jednym z najlepszych na świecie. No to poszliśmy sprawdzić, co tam mają. Na rumie się nie znamy, ale z chęcią się poznamy. Bundaberg – miasteczko niezbyt ekscytujące. Kurzu mają sporo i KFC też. A tu bach! Rum, rum, hektolitry rumu tu robią.

Jest tak: stan Queensland to królestwo trzciny cukrowej. Masz pół metra kwadratowego ziemi? Przyda się więcej trzciny cukrowej!  No i jakoś ok. 1888 roku pewien sprytny pan doszedł do wniosku, że produkowany cukier jest całkiem dobry, ale zamiast wyrzucać resztki po produkcji cukru, można z tego zrobić rum. Dużo rumu. I to był pomysł dobry, wspólników do interesu znalazł już po lunchu (albo przed śniadaniem, tego dziś już nikt nie wie).  Założyli destylarnię, trzcinę prosto do zakładu pociągami zaczęto zwozić i rum się kisił w kadziach. I tak mają do dziś ludzie z Bundaberg.

DSC_1013-2

Tak sobie rośnie rum. Trzcina cukrowa znaczy się.

Ludzie w Bundaberg lubią rum, my nic się na nim nie znaliśmy (i nadal się nie znamy). Ale posmakować można zawsze! Pojechaliśmy do destylarni i obejrzeliśmy, co trzeba. Powiemy Wam, że najbardziej interesujące były:
guziczki
kadzie
organoleptyczni testerzy
oraz
bar.

Guziczki

Dojrzeliśmy magiczne guziczki… Taki sobie panel, ludzie chodzą, patrzą. A tutaj kusi napis: ‚Naciśnij, aby poczuć aromat Bundy’ego – świeżo destylowanego i dojrzałego.” Przed oczami stoi Bundy, Al Bundy (kto miał za dzieciaka Polsat, ten wie)… i nie wiem, czy chcę sprawdzić ten aromat. Sprawdzam. Dobra, raz się żyje. Guziczki były trzy: Low Wines (pierwsza destylacja, cuchnie słabym spirytem), Raw Rum (druga destylacja, cuchnie mocniejszym spirytem), Mature Rum (efekt końcowy produkcji, cuchnie…rumem). Może Al byłby lepszy.
Huzzah…

Organoleptyczni testerzy

Czy marzyłeś kiedyś, aby być organoleptycznym testerem? Może czas o tym pomyśleć!
Dostajesz taki rum do picia i… testujesz. Pijesz znaczy się.

W 1968 r. dr Alex Saranin wyszedł na plac i zapytał pracowników destylarni w Bundaberg: Czy są jacyś chętni, aby zostać testerami rumu?” „Byłem naprawdę zaskoczony ilu było zainteresowanych” – miał potem powiedzieć (serio?!). Zgłosili się prawie wszyscy. 96 ochoczych mężczyzn.

DSC_1070

Szanowne grono organoleptycznych testerów podczas katorżniczej pracy, lata 80-te. (Zdjęcie z materiałów informacyjnych Bundy’ego – nie mogliśmy się powstrzymać :)

Ale ścieżka do rozpoczęcia najlepszej pracy w Australii nie była taka prosta. Przyszedł czas na testy zmysłów smaku i powonienia.  Zostało 35. Ostateczne testy zdało 18. Zostali członkami „Bundaberg Rum Teste Testing Panel” (piękna nazwa dla organizacji nakłaniającej do picia, prawda?). I zaczęli pić. Testować znaczy się.

Jak wygląda testowanie?

Każdy siada w osobnym pomieszczeniu i otrzymuje 3 szklanki. 2 zawierają identyczny rum, trzecia – różni się minimalnie zawartością.  Czasem to mocniejszy aromat, czasem smak jest bardziej wyrazisty. To tester musi „znaleźć” właśnie tę różnicę. Tę jedną malutką.  W ten sposób rum Bundy jest taki sam – w kadzi i w każdej butelce, od Gympie po Miami.
Huzzah!

DSC_1123

Tutaj mieszka rum. (Zdjęcie z mat. inf. Bundaberg)

Kadzie

Jaaaaakie wielkie! 75 000 litrów alkoholu w jednym tam się kisi! Każda warta ok. 3 mln dolarów (największe nawet 6 mln!).  A jest ich tam 290. Tak, to dobry biznes. Ale…wiecie, tu jest Australia.

– Kto zgadnie, jaki podatek płacimy za produkcję alkoholu? – zapytał nagle nasz przewodnik, Sam.
– 30%! – krzyknał ktoś.
– Więcej – zachęcał Sam.
– 45% – dodał ktoś żwawo.
– Dajcie mi więcej – Sam się tylko uśmiechnął.
– 60%? – niepewnie zapytał ktoś.
– No, możecie więcej – Sam się nie poddawał.
– 70%! – krzyknął ktoś, jakby odkrył Amerykę.
– Trochę więcej dacie?
– 72%!
– Taaaaaaaaaak! – wrzasnął Sam.
– Huuzah! – radośnie wrzasnęli wszyscy.

Kadzie dla Bundy’ego od samego początku robili własnymi rękoma bednarze (kto jeszcze pamięta taki zawód?). Bednarz był i jest bardzo ważną osobą – to od niego zależy, czy kadź i rum połączy właściwa „chemia”.  To właśnie reakcje chemiczne zachodzące pomiędzy drewnem a dojrzewającym alkoholem są główną tajemnicą produkcji. Dlatego do Bundaberg drewno, amerykański biały dąb, przyjeżdza z samych Appalachów, z granicy USA i Kanady. Wyobraź sobie teraz, że jesteś takim bednarzem na początku XX w. i obrabiasz ok. 6 ton drewna na jedną kadź… Tak, to się robiło przy pomocy naprawdę prostych narzędzi i naprawdę zręcznych ludzi. Od 1950 roku kadzie wykonywała dla Bundy’ego jedna firma – Mercers z Brisbane. Oczywiście fabryka Mercers, jak to niestety w Australii się zdarza nierzadko, spłonęła. Ale do dziś głównym wykonawcą kadzi dla rumu z Bundaberg jest spółka-siostra Merces.

Dziś technologia jest zupełnie inna, bednarze są bardzo nieliczni, ale… wciąż jedyne, co się liczy, to chemia pomiędzy drewnem a rumem.
Huzzah! Huzzah! Huzzah!

  • W destylarnii Bundaberg znajduje się 290 kadzi o różnych pojemnościach.
  • Każda z kadzi to ok. 6 ton drewna amerykańskiego białego dębu (sprowadzanego specjalnie z Appalachów!).
  • Najstarsza z kadzi ma 67 lat i wyprodukowała w tym czasie ok. 207 799 907 standardowych drinków rumu.

Bar

Tutaj nam polewano rum. Tzn. degustowaliśmy. Tzn. kontrola jakości się odbyła. Reszta jest milczeniem.
Huzzah. (Co to takiego to „Huzzah”? Pojęcia nie mamy, ale w Bundaberg kazali nam to krzyczeć, jak się cieszymy 😉 DSC_1120

 

1

 likes / 0 Komentarze
Lubisz? To polub!

Ciekawe? Skomentuj!


Kliknij na postaci, aby przewinąć

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec