05
wrz-2014

Jak powiedzieć bliskim?

6

To będzie smutny wpis. To naprawdę będzie smutny wpis. Jeśli policzki bolą Cię od rana, jeśli dziś planowałaś/eś być super-ultra-pozytywny, jeśli twój ukochany pies/kot/chomik zrobił dziś podwójne salto w tył i rozpiera Cię radość – nie czytaj tego wpisu. Nie dziś, może jutro.


Mama płacze. Wyszła z pokoju… Złamaliśmy jej tego wieczoru serce. Kiedy wyjeżdżasz, kiedy planujesz TAKIE coś, kiedy spełniasz marzenie, to myślisz głównie o sobie. Taka jest prawda. Myślisz: wow, nareszcie! Robię to, będzie wspaniale!

A potem przychodzą do głowy bliscy. Analizujesz, co kto może powiedzieć, jak zareagować. Ale nigdy nie zdołasz przewidzieć reakcji Mamy. Nie da się.

Nam tego wieczoru jej łzy zabrały całą radość podróży. Ale my zabraliśmy jej znacznie więcej…

– Wyjedziecie i już nie wrócicie – przez łzy wyjąkuje Arleta (jak mówimy na co dzień do mojej Mamy).

– Wrócimy, przecież jedziemy na kilka miesięcy i wracamy – uspokajającym tonie próbuję tłumaczyć.

– Marek <patrz: mój brat> też tak mówił… i już nie wrócił! – wystrzeliła do mnie pociskiem, którego się nie spodziewałam.

Zamurowało mnie. Fakt, mój brat wyjechał (jak niestety bardzo duża liczba innych młodych ludzi, do Wielkiej Brytanii). Wyjechał i został. I zostanie tam już do końca życia, z rodziną, ze swoim nowym życiem. Ale my to przecież coś innego! My jedziemy realizować marzenia! Świat zobaczyć! Być tak szczęśliwymi, że policzki nam spuchną!

Ale dla Mamy to oznacza utratę kolejnego dziecka. To zrozumiałam po długiej chwili milczenia. Dla niej ten wyjazd to miesiące bez nas, to cisza i pustka.

To samotność (staraliśmy się często spotykać z Arletą, która przed pięćdziesiątką przeprowadziła się z naszego rodzinnego miasteczka do wielkiego Gdańska, aby znaleźć pracę). Dla niej nasze szczęście oznaczało… tu brakuje mi słów. Arleta wciąż płacze. I nie patrzy na mnie. Odwrócona spogląda w okno. Jakby szukała tam odpowiedzi. Siedzę z nią w tym pokoju kolejną godzinę. Ciemno wokół, ciemno w głowie, ciemno w sercu. Staram się powoli wyjaśniać po co i dokąd jedziemy. Obiecuję, że wrócimy.  Po drodze Robert stara się pomóc swoim spokojnym głosem.

– A nie będziesz zaczepiać ludzi? – słyszę na koniec od Mamy.

– Zaczepiać? Ja? – chyba nie rozumiem.

– No ty! Zawsze zaczepiasz innych ludzi, zagadujesz. A pamiętasz tego chłopca, co w Stambule zdjęcia sobie z Tobą robił? – natychmiast dowiaduję się, co się kryje pod „zaczepianiem” ludzi.

I znów bolą mnie policzki! Chociaż na chwilę! Mama wypuszcza z siebie serię historii (trochę poprzekręcanych, jak ta z chłopcem w Stambule), które mają za zadanie udowodnić, że strasznie zaczepiam ludzi! Jak wspaniale – ona to wszystko pamięta! Milion tych historii i historyjek, które opowiadałam po powrotach, a sama nie pamiętam dziś co najmniej 80%. Jak cudownie! Jest lepiej, cieplej na sercu. Wspomnienia wcześniejszych podróży pomogły (chociaż na chwilę) przyćmić gorycz tego wieczoru.

– No dobrze, wystarczy. Może zapomnę na jakiś czas. A jak nie zapomnę… – Arleta wstaje powoli i w wychodzimy z ciemnego pokoju. Resztę wieczoru jest milcząca.

Ja wiem, że nie zapomni. Ani na sekundę.

0

 likes / 0 Komentarze
Lubisz? To polub!

Ciekawe? Skomentuj!


Kliknij na postaci, aby przewinąć

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec