19
lis-2017

Katmandu – miasto z nadziei utkane

Bez kategorii   /   Tags: ,
Katmandu_sklep

Katmandu rozwala mózg. To pierwsze słowa, jakie zapisałam o tym mieście. Są prawdą i dziś, po powrocie.

Wszyscy toną w kurzu. Demokratycznie. Ja mam kurz pod powiekami, ty w zębach. Ja piję wodę z kurzem, ty jesz nim pokryty dal bhat. Wszystkim po równo.

To nie jest miasto beznadziei. To miejsce jest z nadziei utkane. Nadziei na to , że jutro wykopię się na centymetr wyżej z tego wszechobecnego syfu. Że głowę zadrę nieco wyżej. PSX_20171013_164441

Marzy o tym ten, co właśnie kozie odrąbał nogę i jego sąsiad, który metr dalej poleruje cudowne koraliki dla turysty. I ten obok, co taszczy banany i wodę na rowerze, który ósme życie ma dawno za sobą.  Produkt musi się podobać, bo inaczej jak ma się sprzedać? Wie o tym każdy sprzedawca, a na pewno każdy w Katmandu. Koza od razu lepiej się prezentuje na drewnianym blacie stojącym przy czymś, co ze względu na dzikie tłumy przewalające się przez te trasę, mogłoby być nazywane ulicą, gdyby chociaż trochę na miano ulicy zasługiwało. Jest mięsień, jest żyłka, jest koza świeża. Leży i czeka. Kurz jeszcze nie dopadł dopiero co nogi odrąbanej. I koraliki lśnią obok. Woda nie lśni, ale wystarczy by pić. 

I marzą  o tym ponadkurzowym stanie. Marzy też dziewczyna z kramiku, co miotełką zrzuca go co chwila namiętnie z czerwono-złotych sukienek. I ta, co go z chipsów i lizaków i podpasek zamiata. Wszyscy marzą. A w gorącym słońcu marzenia powolutku pokrywa popołudniowy kurz…PSX_20171013_144758

Ta nadzieja wprawia w ruch całe miasto. Pięć milionów wyznawców Matki Nadziei pcha, omija, ciągnie, wiezie, dostarcza. W rikszach, na motorach, skuterach, na rowerach których i rdza nie chce się już trzymać. Na głowach, na dachach, na kolanach. Na śmierć i życie.

PSX_20171013_175825Kurz jest granicą. Okrywa doszczętnie przegranych. Opada z ramion zwycięzcom.

PSX_20171013_143510

Katmandu kipi. Tylko to o nim wiem. Życie kotłuje się, kłębi w każdy możliwym, i wszystkich niemożliwych do wyobrażenia choćby, zakamarku. Ono jest i chce się wydostać na powierzchnię. Każde życie, każdy twór i istota. Wszystkie zapomniane i nigdy przez nikogo nie pamiętane stworzenia chcą być. Istnieć. A w Katmandu chcą być najbardziej.

To życie wychodzi. Wypełza, albo i wyczłapuje się. Czasami wywleka się w leniwym słońcu poranka. Inne wchodzą prosto w skwar południowego słońca. Zmierzch i noc tez mają swoje mary. Nie ma takiej minuty, ba, chwili najkrótszej, by to życie nie wyciskało się kąta przez wszystkie szczeliny kurzu tego niby-miasta.

Katmandu, pokochałam cię.

0

 likes / 0 Komentarze
Lubisz? To polub!

Ciekawe? Skomentuj!


Kliknij na postaci, aby przewinąć

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec