29
wrz-2015
Misja Północ!

W busz! W dziki australijski busz! Właśnie tam! No bo co innego zrobić jak już masz wielki, warczący, 20-letni samochód i w tej Australii jesteś? Kombinować zaczynasz! I wykombinowaliśmy najlepszy plan na świecie: MY + samochód + 4 tygodnie + kierunek Północ.

Po małych kombinacjach alpejskich (przełożone wakacje w szkole, aby móc dostać urlop pracy, do którego Roberto musiał się dostosować ze swoją pracą) mamy: 4 tygodnie jazdy na Północ i z powrotem! Na Północ, sam koniec końców Australii. Aż do Cape York – najbardziej wysuniętego na północ punktu na kontynencie. Tam, gdzie wiecie…psy niczym nie szczekają, bo psów już nawet nie ma. 7 000 km (tak, to trochę dalej niż z Radomia do Szczecina) do przebycia. Busz, skwar, upał, lasy deszczowe i my. Brzmi dobrze, co?

Północ północy - Cape York! (Stąd już mamy blisko do Papui- Nowej Gwinei ;) )

Północ północy – Cape York! Jak widać stąd już mamy blisko do Papui- Nowej Gwinei ;)

Co po drodze? Plan jest taki, że planu za bardzo nie ma. Wiemy o tyle właśnie:

1. Wsiadamy i jedziemy na koniec końców Antypodów. Tam, gdzie mało komu jechać się chce (większość dociera do Gold Coast, które dla nas będzie w połowie trasy).

2. Chcemy ponurkować gdzieś.

Wrecks-aerial-photo1

Tutaj ponurkować… Dlaczego nie? Fot: http://blog.queensland.com

3. Chcemy ubłocić samochód na australijskich wertepach!

4. Chcemy zobaczyć lasy deszczowe na Północy.

5. Chcemy się w niebo pogapić na outbacku i wypatrywać nowych gwiazd.

6. Chcemy Wam o tym opowiedzieć.

Mniej więcej tyle.

W takie niebo się wpatrywać... Fot: www.atravelbroad.com

W takie niebo się wpatrywać… Fot: www.atravelbroad.com

Oczywiście wciąż udoskonalamy nasz plan – uzupełniliśmy go już o kilka prostych założeń technicznych:

a) szukamy współpasażerów – po co? Super towarzystwo + tańsze paliwo + wspólne wspomnienia. Jacyś chętni?

b) instalujemy łóżko z tyłu autka – miejsca mamy sporo (nawet na Roberta nogi!). Łóżko robimy sami – a co! Mamy Inżyniera w składzie, który podarował mi ostatnio także wiertarko-wkrętarkę (cieszyłam się bardziej niż z nowych butów!). To naprawdę spora oszczędność i najlepsza (dla nas oczywiście) opcja przemierzania Australii.

PSX_20150928_192955

c) 4-5 godzin – tyle musimy dziennie jechać, aby zmieścić się w czasie (tak, Australia jest spora. Większa niż sobie nawet właśnie wyobraziłeś). Więc przez pierwsze 2-3 dni jedziemy ile się da bez zwiedzania – okolice Sydney możemy zobaczyć kiedykolwiek indziej.

d) nie dajemy się zjeść żadnej krokodylo-komarowo-australijskiej paskudzie.

Czy to dobry plan? Najlepszy (dla nas). Bo nasz.

A Ty jak przemierzyłbyś „swoją” Australię?

(PS. Mamy jeszcze turbo misję do wypełnienia po drodze… Niektórzy pewnie wiedzą. Inni zaraz się dowiedzą :)).

1

 likes / 0 Komentarze
Lubisz? To polub!

Ciekawe? Skomentuj!


Kliknij na postaci, aby przewinąć

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec