11
paź-2014

ODLICZANKA-WYLICZANKA-MASAKRANKA

Jesteśmy zmęczeni! Przyznaję się. Marzenie marzeniem, a tu ciężkość jest. Bo kupno biletu to wierzchołek góry problemowo-zadaniowej. Nie ma już zabawy, nie ma wykrętów. Nie załatwisz – nie ma. Nie zrobione. Napiętrza się, spiętrza, narasta i przygniata. I wtedy przychodzi… strach.


Wyliczam, szukam, za głowę się łapię. Roberto, do czego ja Cię chłopie namówiłam? Może moja mała ruda zakręcona głowa przesadziła? Tylko tym razem… ostro? Może ciocia kuzynki szwagra babci (do strony mamy) miała rację i… po prostu przegięliśmy z tym wyjazdem?

I tak sobie miło siedzę, wyliczam i błędy odliczam. Przecież to: niepoważne, nieodpowiedzialne, nieprzemyślane, nie przystoi, nie opłaca się, nie uda się, nie teraz, nie my… Nie! Nie! Nie! Stanowczo wołam veto! Nie dziękuję, uciekam od odliczanek-wyliczanek-masakranek.

Kiedy przychodzą – mamy dwa wyjścia:

1. Spalić kupione bilety, z kurtek outdoorowych zrobić namiot dla lalek i bawić się dalej w domek i swoje życie na miejscu.
2. Albo… albo opanować strach. Pokonać zwątpienie. Zamknąć oczy i przypomnieć sobie to… to uczucie, gdy razem kliknęliśmy „rezerwuj”. Gdy się stało. Gdy Nowa Zelandia i wszystko, co potem, stało się faktem. I życie do góry nogami też. Gdy dusza na karuzelę wskoczyła. I siedzi tam kosmicznie szczęśliwa do dziś!

Wtedy odliczanka-wyliczanka-masakranka mózgu i marzeń odchodzi. Przychodzi… pewność. A z nią policzki znów tak cudownie bolące!

0

 likes / 0 Komentarze
Lubisz? To polub!

Ciekawe? Skomentuj!


Kliknij na postaci, aby przewinąć

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec