Ostatni raz widzę Babcię. Ostatni raz jem Obiad w ukochanym barze mlecznym „Słoneczny”. Ostatni raz bawię się z 5-letnią siostrzenicą w „ciepło-zimno”. Ostatni raz siedzę przy tym biurku. Ostatni raz śmieję się z tymi ludźmi. Ostatni, ostatnie, ostatnimi, w ostatnim – odmieniam ostatnio (ech!) na okrągło. A może… ostatnie będą pierwszymi?


Wyjeżdżam, kończę mnóstwo spraw. Firma zamknięta, konto w banku zamknięte. Ale głowa i serce nie. Nie zamknę i nie wyłączę na „pstryk” ludzi, zdarzeń i wspomnień. Nie da się. Nie chcę. Spotykamy się ostatnio z wieloma osobami – każdy chce nas mieć na chwilę przed wyjazdem, ten „ostatni raz”… a ja wtedy patrzę i wiem.

Spotykam się ze znajomymi… i wiem, że widzę ich ostatni raz (przed wyjazdem).

Jadę złożyć Babci życzenia z okazji jej święta… i wiem, że widzę ją ostatni raz (przed wyjazdem).

Piszę maile do ludzi, z którymi pracuję od lat… i wiem, że zaraz napiszę do nich ostatni raz (przed wyjazdem).

Biegam po mieszkaniu z moją siostrzenicą, Lilką… i wiem, że widzę ją ostatni raz (przed wyjazdem).

Ostatni raz

Idę do mojego fryzjera i mówię „Jak zawsze”, oglądam powtórki „Game of Thrones”, wtulam się w ukochaną poduszkę ze świnką w kaloszkach, idę z Rubi na spacer i staram się jej nie zgubić po drodze, kłócę się tradycyjnie z siostrą, mam denerwujący katar, słyszę „Narzuuu!” za plecami, jem pyszny rosół Mamy… (przed wyjazdem).

Zawartości tego nawiasu brakuje mi w myślach – ostatni raz, przed wyjazdem. Bo gdy skupiasz się na myśli, że za miesiąc/tydzień/10 godzin już tego nie zrobisz, a tamten obraz nie będzie codziennością… zaczynasz tęsknić. Tęsknotą często nieuzasadnioną – za tablicami informacyjnymi po polsku. Za sepleniącym Jackiem Gmochem w telewizji. Za narzekaniem na wszystko i wszystkich. Za polskim kupami na chodnikach, które są najbardziej polskie z polskich. Wszystko, czego nie znosisz, zaczyna… rozczulać? Patrzę łagodniejszym okiem, często je przymykam na wiele spraw, które normalnie kończą się erupcją rudawej złości.

I kiedy tak się rozczulam nad widokiem starych zdezelowanych garaży, które zdobią nasze stare zabłocone podwórko tuż za starą rozpadającą się kamienicą, przypominam sobie, że… teraz nadejdzie czas na „pierwszy raz”.

Pierwszy raz polecimy na drugi koniec świata, by sprawdzić co nas czeka.

Pierwszy raz staniemy na boskiej ziemi Aotearoa i będziemy oglądali długie białe chmury.

Pierwszy raz powiemy „No worries mate!” i uśmiechniemy się jak prawdziwi Aussie.

Pierwszy raz zachwycimy się spokojem złotych pagód. I zapatrzymy w ciszę.

Pierwszy raz pójdziemy na mecz All Blacks i sprawdzimy na czym polega wyjątkowa nuda krykieta.

Pierwszy raz zadziwi nas czerwoność piasku australijskiego i rozgwieżdżone noce na outbacku.

Pierwszy raz, trzymając się za ręce, przejdziemy wśród zielonych pól herbacianych.

Pierwszy raz będziemy łapali jachtostop i przebrniemy do Azji.

Pierwszy raz spojrzymy Maorysom w oczy i powiemy „Kia Ora!”

Pierwszy raz rozbijemy nasz namiot Hubba Hubba z widokiem na dumną Annapurnę.

Pierwszy raz przywitają nas o poranku fale oceanu.

Pierwszy raz … będzie zawsze przed nami.

I przecież znów będziemy bawić się z Lilką, tylko już trochę starszą. I może nowa zabawa będzie bardziej ekscytująca od tej, którą znamy dzisiaj?

0

 likes / 2 Komentarze
Lubisz? To polub!
  1. Agatka /

    Pierwszy raz zjem kangura 😀

    • Rudi /

      O matko! O ile kangur najpierw nie zje mnie :)

Ciekawe? Skomentuj!


Kliknij na postaci, aby przewinąć

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec