05
gru-2014

Żyjemy na haju. Od jakiegoś czasu jest to ewidentne. Ja się śmieję na myśl o strzyżeniu owiec australijskich, a Roberto ręce załamuje. Ja się gapię w sufit od 3 dni, a on mi o himalajskich szczytach opowiada. Tylko o co chodzi?


Są tacy, którzy twierdzą, że emocji nie zakręcisz, bo to nie woda w kranie. Są tacy, którzy każą panować nad nimi siłą umysłu (podobno góruje nad emocjami). Ale jak panować, kiedy człowiek nie ogrania? Bo to, co Cię czeka, jeśli zaczniesz uskuteczniać równie genialny plan jak my, to… haj jest. Jakbyś się w poniedziałek nawciągał słońca i był już w tych Himalajach, a we środę miał zjazd, bo się słoneczny koks skończył. I tak będzie do samego końca. Uwierzcie, już to wiemy.

Sprawdź, co Cię czeka – nasze fazy podróżniczo-słonecznego haju emocjonalnego

Faza 1. Nawciągani słońcem

Lecimy w kosmos! Wszystko się da, wszystko możemy. Chcemy, robimy,

Faza 2. Słoneczko w oczka razi

Ale tu jest ładnie, o tu też! Ale to – weźmy jeszcze wpadnijmy do Laosu i Kuwejtu! Tobie też się podoba ten super ekologiczny przenośny prysznic, który zbiera deszczówkę a w razie czego może służyć do samoobrony przed indyjskimi naciągaczami? Ale super to wszystko!

Faza 3. Nic nie widzę, bo oślepłem

Matko Boska! Nie ogarniamy niczego. Z 15 zdań robi się 4212108 nowych i po nocach nie śpisz, bo trzymasz kredens (dobra – bo starasz się dowiedzieć, jak jednak ogarnąć temat).

Faza 4. Widzę albo nie widzę…

Haj przechodzi w omamy. Jesteś jak The Doors – przechodzisz w inny wymiar emocjonalnych doznań. Nowe pytania rodzą nowe opcje. Znów możesz więcej i kombinujesz.

Faza 5. O, ładnie zachodzi

Już wiesz, że nie uciekniesz. Masz tę swoją podróż, masz kupę rzeczy do zrobienia. Ale w sumie ładny ten pomysł z tym całym wyjazdem, no ładny… taki, no. Patrzysz sobie na to wszystko z boku i wiesz, że nie zrobisz tego szybciej, a tamtego taniej. A tamtego w ogóle. I też jest spoko.

Faza 6. Ciemność widzę

Wrzeszczysz jak Maks z „Seksmisji”. Ale to już w sumie nieistotne. Zjazd totalny. Podziwianie zagrzybionego sufitu w pokoju, to bardzo dobra opcja na spędzenie następnych 15 godzin. Wszystko się wlecze jak flaki z olejem. Nic nie załatwione, wszystko do zrobienia.

Faza 7. Wschód, czas się nawciągać słońcem!

Ładowanie baterii w toku. Szukasz pozytywów – no tak, przecież wyjeżdżam w podróż życia! Acha, no to spoko jest!

A tak serio – prawda jest taka, że mi od 27 sierpnia 2014 roku towarzysz Edward Strachośmiech (nie jest zbyt podobny do towarzysza Gomułki). Charakteryzuje go powolne dozowanie dziennej dawki strachu przed tym wszystkim maskowanego mikrogramem śmiechu euforycznego.

Taka jest prawda, bo mały rudy tchórz ze mnie. Ale co mi tam, skoro mam obok siebie znacznie dłużej innego towarzysza  –  odważnego inżyniera, który patrząc na mnie uważnie rzekł „Hej, towarzyszko mała – jedziemy! We dwoje i tak damy radę”.

No i jak z tym dyskutować?

0

 likes / 0 Komentarze
Lubisz? To polub!

Ciekawe? Skomentuj!


Kliknij na postaci, aby przewinąć

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec