22
mar-2015

Tirtiri Track, czyli goniąc nowozelandzką kurę

PSX_20150320_211634[1]
Roberto: Patrz, nowozelnadzka kura!
Rudi: Gdzie?
Roberto: Tam biegnie!

I tyle ją widzieliśmy.

Nowozelandzka kura to gatunek niezwykły, bo tak naprawdę nieistniejący. Kurę wymyślił Roberto, gdy tylko zobaczył uciekającą w krzaki pokrakę. A dojrzał ją podczas naszej małej wyprawy do Shekspeare Regional Park. Dlaczego przyjechaliśmy właśnie tutaj? Z kilku niezwykle istotnych powodów:
1. jest za darmo
2. jest blisko domu naszych hostów
3. Sue kazała nam tu pójść.

No i co w tym parku? Ano cuda! Na wejściu plaża z widokiem na zatokę pt. whodzisz i zostajesz do końca świata. Kojarzycie takie ckliwe obrazki z amerykańskich filmów z dzieciństwa – ona i on idą długą plażą, za nimi radośnie merda ogonem labrador (tylko labradory się liczyły)? To tam ma to miejsce w realu. Np. Rudi zbierająca muszelki różnawe, pan pływający kajakiem i łowiący ryby… no i pani na spacerku z pieskiem! 

PSX_20150322_120024[1]A potem widzisz to i chcesz się tylko schować cieniu…i zostać. PSX_20150322_114511[1]

Kiedy już Roberto ściagnął mnie z plaży wyruszliśmy na morderczy szlak. Jak bardzo poważne było to wyzwanie niech świadczy fakt, że jego przejście może zająć…nawet 2 godziny! Dodam, że szlak zwał się Tirtiri Track – i już wiadomo, co się działo. Krew, pot i łzy zamieniliśmy na busz, owce i drzemkę.

Szlak w sporej części wiedzie przez busz (Co to takiego właściwie ten busz? Niezwykle wyczerpująco odpowiedział nam na to pytanie pewien Kiwi, Dase: rozejrzyjcie się wokół — to wszystko to busz). Ja powiem jedno: busz to moje miejsce!

Poszczególne etapy naszego morederczego szlaku oddzielone były od siebie specjalnymi bramami, które wiodły np. far, faraway… PSX_20150322_125809[1]

Przed większością grzecznie czyściliśmy buty – najpierw szczotką, a potem specjalnym płynem. A po co? Szybko się dowiedzieliśmy – by chronić cudowne drzewa kauri. Kolosy, które chorują przez przenoszenie ziemi pod podeszwami butów. Nowozelanczycy kochają kauri miłością absolutną. Pokochałam od pierwszego wejrzenia i ja, więc wyczyszczenie butów przed wejściem do buszu nikogo nie dziwi (wyobrażacie to sobie w Polsce?). PSX_20150322_122355[1]

Gdy tylko zanurzyliśmy się w buszu wśród potężnych kauri, pogmatwanych lian, poskręcanych cieni i dziwnych odgłosów, które słyszałam pierwszy raz w życiu, wiedziałam…tu miałam być. Głowa wyłączona, zmysły chłonęły. PSX_20150320_211634[1]

Kiedy przekroczyliśmy kolejną bramę (tak, przyznaję się – nie wiedziałam jak ją otworzyć i bez Inżyniera nie dałabym rady) otworzył się przed nami nowy rozdział historii Tirtiri Track – nazywał się Noisy i wiódł do niezwykle cichej krainy… Owce, owce, owce! W końcu Nowa Zelandia to kraina owcami stojąca (na 1 Kiwi przypada ok. 10 owiec). I tak zaczęłam poszukiwania nowych koleżanek (zgodnie z dumnym przydomkiem Ruda Owca nadanym mi niegdyś przez pewną przesymatyczną osobę:). Ale szło mi średnio – żucie trawy było bardziej interesujące od rudawo-lokowanego dziwoląga.

PSX_20150320_213511[1]

I już dreptałam salej ze smuetczkiem, gdy nagle zobaczyłam – biegła w trawie! I to niejedna! Stado nowozelandzkich kur! Przyznaję szczerze, że szybkie są te bestie – udało się uchwycić tylko to:PSX_20150322_121409[1]

Później wspaniała Sue, gdy tylko wysłuchała naszych opowieści o diablenie szybkich pokrakach uciekających do buszu, od razu podała mi książkę. I tam go znalazałam – pukeko. To on. Nasza kura to pukeko! Pasuje: pukeko-pokraka 😉 PSX_20150322_130927_20150322131419229[1]

Teren Shekspeare Regional Park został w 1883 r. kupiony od Maorysów przez rodzinę Szekspirów (nie, nie od tego Szekspira :). Był przez rodzinę chroniony zgodnie z maoryskimi zasadami a dziś jest przestrzenią publiczną. Tzn. nie przestrzenią, przepraszam – to „open sanctuary”. Przyznam, że trochę mnie bawi (a może drażni?) to nowozelandzikie „sanctuary”, „open heaven”, itp. Nie ma zwykłych parków czy zwykłych pięknych miejsc – wszystko jest wzniosłe i ąę… Z drugiej strony – język tworzy rzeczywistość…O ile lepiej podziwiać naturę w „open sanctuary” niż rezerwacie? Myślę, że to nazewnictwo oddaje także stosunek Kiwi do ich przyrody, czyli szaleństwo i ubóstwienie. A stąd droga niedaleka do sanctuary…

Kiedy dotarliśmy na koniec szlaku okazało się też, że miejscowi mają poczucie humoru: PSX_20150320_214406[1]

A potem wszystko stało się jasne – nasze open sanctuary garniczy z… terenem wojskowym! Biedne pukeko pewnie tak szybko uciekają przed strzelającymi żołnierzami!  (Tak, tutaj wszystko jest możliwe).

0

 likes / 2 Komentarze
Lubisz? To polub!
  1. hej /

    W końcu nowy wpis :) zaglądam codziennie bo o ile ciekawszy musi być dzień powszedni w nowej zelandii. Odzywajcie się czasem, nie zapomnijcie o tych co zostali w polsce bo ja po prostu żyje waszymi spełnionymi marzeniami *_* pozdrowienia z gdyni!

    • Rudi /

      Widzisz jacy jesteśmy zajęci tym podbojem świata, że pisać nie ma kiedy :) Ale się poprawimy – słowo rudego człowieka :)
      Z tym ciekawszym dniem tutaj…podobno trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu, ale tu faktycznie jest bardziej zielona :) pozdrawiamy mocno! Nowe wpisy niebawem :)

Ciekawe? Skomentuj!


Kliknij na postaci, aby przewinąć

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec