DSCN1151

Byliśmy już w wodzie, Roberto w sumie już pod. Instruktor czekał. A ja zaczęłam się dusić. Nigdy w życiu tak się nie dusiłam. Z butlą pełną tlenu na plecach.

Jedni boją się piwnic, inni dentysty, a ja – histerycznie boję się zanurzyć głowę pod głęboką wodę. Dowiedziałam się tego, gdy z butlą tlenową miałam zejść 10 metrów pod wodę i zobaczyć to, o czym marzyłam od tak dawna – Wielką Rafę Koralową.

Nic nie możesz powiedzieć, sekundy i myśli uderzają do głowy.  Ludzie czekają pod wodą, marnujesz ich czas! Dawaj! Nie…nie…nie! Nie mogę! Zaraz się uduszę! Złaź kretynko, wszyscy jakoś dali radę!
– To jest tylko w twojej głowie… Tylko w głowie… – Mossy, instruktor, patrzy mi w oczy. Maska w maskę. Prosto i spokojnie. Próbuję. Schodzę pod wodę. Pół metra może.

Woda zalewa mi twarz, wlewa się do uszu, zatapia rozsądek. Oszalała macham do instruktora: Góra! Góra! Góra! Ja chcę na górę!
On próbuje jeszcze mnie uspokoić, ale za późno. Jestem przerażona. I to przerażenie, TO UCZUCIE samo w sobie, przeraża mnie jeszcze bardziej.

Ostatnim odruchem oszalałego, od wdzierającej się wszędzie wody, mózgu jest komenda wydana prawej nodze – odpycham się od niczego. I wypływam. Jestem. Zrzucam maskę. Mam tlen…mam…
Mossy wyłania się momentalnie za mną.
– W porządku?
– Yhm.
– To jest tylko w twojej głowie. Chodź, spokojnie. Pokażę ci żółwia!
Chwyt na pięciolatka jednak nie wystarcza.
– Przepraszam, naprawdę nie mogę! Duszę się!
– Nie przepraszaj. To jest tylko w twojej głowie.

Wracam na statek. Grupa odpływa, Robert z nimi. A ja, kiedy już skończę się trząść, myślę: co to było? Co to miało być? Nie rozumiem.
Przecież to tylko woda, wszyscy płynęli. Straciłaś jedyną szansę w życiu i kupę pieniędzy – zgłupiałaś.
A coś od środka znów: Nie, nie mogłam! Naprawdę nie mogłam! Przysięgam!
I to prawda. Nie mogłam tego opanować.
Pół godziny później gapię się na Morze Koralowe z pokładu katamaranu. Jest pięknie. Tylko ja nie w wodzie. Większość z rurkami i maskami (snorkeling) podgląda podwodny świat z powierzchni wody. Wyglądają, jakby się wcale nie dusili.
Czekam na Roberta. Wraca z nurkowania szczęśliwy, ale zerka na mnie zmartwiony. Oboje nie wiemy, co się ze mną stało. Z nim ubieram maskę i biorę rurkę – na snorkeling mnie stać! Popływam przy powierzchni wody, zawsze mogę w sekundę wyjąć głowę na powierzchnię.
I jest magicznie. Woda w Morzu Koralowym nie zgadza się nijak z Bałtykiem. Pływam z nosem przy powierzchni wody i gapię się na dół.
I chcę tam być, zejść niżej i dotknąć wszystkiego!
– To jest tylko w twojej głowie, damy radę! – Mossy znalazł mnie na statku.
– Ja wiem, nigdy nie miałam czegoś takiego. Ale chcę spróbować jeszcze raz! Chcę to wszystko zobaczyć!
– Po lunchu. Tylko ty i ja. Schodzimy pod wodę. Nie pozwolę, aby ominęło cię coś tak niesamowitego! – wiem, że szelmowskie oczy nie kłamią.
Wiem, że nie odpuści. I dobrze.

DSCN1195

Wchodzimy znów do wody. Ta sama maska, ta sama butla. Ten sam lęk.
– Patrz na mnie i powtarzaj. Tak długo, aż będziesz gotowa.
I powtarzam. Mossy udaje, że maska mu wypadła. I ja udaję. Mossy bierze głęboki wdech i spokojnie wypuszcza bąbelki powietrza. I ja wypuszczam. Mossy schodzi metr pod wodę. I ja schodzę.

Tańczę pod wodą. Piruety, ukłony, jakieś kółeczka. Prowadzącym jest Mossy. Nie odpuścił. I zabrał mnie do świata Wielkiej Rafy Koralowej. Ta sama butla już nie ciąży. Ta sama maska spokojnie dozuje tlen. Ta sama woda jest teraz jak podwodny plac zabaw. A ja bawię się na całego! Mossy cały czas trzyma mnie za rękę. Wcale się nie boję. Żółw! Gonimy żółwia! Jest szybszy. To nic – widziałam żółwia mknącego przez Morze Koralowe, goniły go promienie prześwitującego przez taflę słońca… I mam to wciąż przed oczami. Widzę jeszcze jak koralowce „zamykają się” się na nasz widok. Jak zmieniają kolory. Jak wirujące pęcherzyki powietrza skaczą wokół nas. Pamiętam, jak znalazłam Nemo w tym wodnym labiryncie.

Pamiętam, że ocknęłam się gdzieś w środku tego całego podwodnego przedstawienia. Trochę, jak spóźniony widz, który zapomniał o czym sztuka miała być. I zaczęłam się dziwić, że jeszcze nie umarłam.

Ale nie. Pokonałam to. To było tylko w mojej głowie. I odpłynęło… Wypełzłam z mojej skorupy panicznego strachu i zobaczyłam inny świat. Woda już mnie nie osacza, rozsuwa kurtyny kolejnych przedstawień. A ja… chcę widzieć jeszcze więcej.

2

 likes / 6 Komentarze
Lubisz? To polub!
  1. Aneta /

    no dziewczyno Szacunek

    • Rudi /

      Noooooo… dzięki. To faktycznie dla mnie było COŚ.

  2. Ola ogrodnik-maguder /

    Karolcia jesteś dla mnie wielka!

    ja czuje paniczny strach przed zamknięta przestrzenią.. na samą myśl o windzie jest mi słabo.. a Ty mimo pierwszej próby ( w której wygrał strach ) podjęłaś kolejną … jesteś wielka ! naprawdę jestem pełna podziwu i chęci do przełamywania swoich lęków krok po kroczku..

    dziękuję !! :*

    • Roberto /

      I to chodzi dziewczyno! Nie daj się i powoli dasz radę :)
      Pamiętaj: to jest tylko w Twojej głowie.

      (to ja, Rudi 😉

  3. Hosting /

    Na pelnych blekitu kartach ksiazki najmniejszy z najwiekszym prowadza mistrzowski dialog. Tyciutynieczki czlowieczek tak marzyl o poznaniu wieloryba, a nie rozpoznal go u celu podrozy. Co wiecej, odechcialo mu sie spotkania z olbrzymem i prysnal od razu do Warszawy. Co za pech! Coz, czasem zdarzy sie, ze zycie nie sprosta oczekiwaniom Pozostaje wziac oddech gleboki jak wielki blekit i usmiechnac sie na wspomnienie rajdu rowerem po wielorybim grzbiecie przy dzwiekach gramofonu.

    • Rudi /

      Przy dźwiękach gramofonu wszystko jest lepsze! A już w ogóle rajd rowerem po wielorybim grzbiecie 😉

Ciekawe? Skomentuj!


Kliknij na postaci, aby przewinąć

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec